| W ostatni długi łikend, co to ich się w tym roku narobiło dużo, wymyślilim z chlopakami, że se grila urządzimy pod gruszką. Jaboli nakupiliśmy, rozpalilim wiejskie ognicho, troche jabola już zeszło a Kazek nagle gada, że przeciez mięcha nie ma. No to wzielimy te jabcoki za pazuche i wieprzka poszlim szlachtować. Tradycyjnym wiejskim sposobem "na drzwiach od obory." Wyciąglim świniaka z obórki, przytrzymalim na drzwiach, a zenek wyciągnął kose i sie zamachł coby bestii żywot na tym ziemskim łez padole ukrócić. Ino że jak zamach wziął to taki solidny, że się po tych jabolach zatoczył i wraził mi te kose prosto w noge. Myśłałżem że już krzyżyk na mnie bedzie trza potawić, ale chopaki mnie szybki na traktor załadowali i zawieźli do weteryniarza co to w sąsiedniej wsi mieszkał. Dochtór nistety najebany w trzy dupy już był, bo dowieźli spirytu akurat tego dnia do dezynfekowania narzędzi, ale dał rade wymamrać coby siostra Jadwiga się mną zajęła. Chłopaki rzucili mnie na kozetke co na niej psy się operuje i dali dyla, bo naprzeciwko w remizie jakaś zabawa już była. A ja czekałem aż mnie gruba baba po 60tce jakaś bedzie cerować sznurkiem do snopowiązałki. Ale jak weszła siostra Jadwiga to pomyślałżech, że albo mi ten jabcok na oczy padł, albo krwi ze mnie za dużo zeszło i zwidy mam, bo siostrzyczka była niczego sobie lasią, ładniejszą nawet od tych rumunek co przy autostradzie grzyby sprzedają. Podpytała mnie co sie stało, obmacała mi nogie i mówi, że mnie sie też flaszka z jabolem w kieszeni stłukła, i że żył bede. Ja się rzeczjasna ucieszyłem i już chciałem lecieć do kościoła na msze dziękczynną dać, ale siostra Jadzia mówi, żebym poczekał, bo ona musi sprawdzić, czy nie mam jakiejś drugiej flaszki jabola w spodniach, bo jej się chce pić a za fatyge to ona chociaż niech flaszke by dostała. No i zaczeła macać mi po portkach. Flaszki nie domacała ale zmacała mojego kutasa, co już pościł od tygodnia. No i niedojebany kutas momentalnie przyjąl rozmiar flaszki od jabola, a siostra Jadwiga chyba krótkowzroczna stwierdziła, że trzeba w takim razie z tej flachy wypić i wpakowała se kutacha prosto w gardło. Tyle że nie leciało nic jabola, to jej powiedziałem że wyssać musi, bo tera takie flaszki robią, że samo nie poleci. Dalej siostra Jadzia załapała wczuwke i skumała że nie przeżuwa flachy tylko konkretną wiejską kiełbache, ale chyba jej to było bardziej potrzebne niż jabol, bo ostro podchwyciła temat. A jak ostro to możecie se zobaczyć, bo chłopaki akurta wrócili z remizy po mnie, razem z kolegą co tam wesele widełofilmował i kamere akurat miał ze sobą, to nas dla draki skręcili z tą siostrą. |